...czyli wszystko o cemencie

  Tanio, taniej - czyli powszechna iluzja

Jakiś czas temu został zamieszczony przedruk artykułu "Co tanie to drogie", w którym autor bez większego trudu udowadniał, że kierowanie się w trakcie zakupu materiałów budowlanych logiką wyłącznie ceny, bez zwracania uwagi na jakość, prowadzi do tego, iż otrzymujemy iluzję materiału, iluzję usługi, iluzję sztuki budowlanej, iluzję powszechną.

Minęło kilka lat i niestety nic się nie zmieniło, a nawet więcej - to iluzja stała się normą, to ta iluzja stała się realna, wręcz dotykalna. Z drugiej zaś strony osoby (nieważne czy doradcy, czy wykonawcy zwracający uwagę na jakość robót lub materiału) stają się niemal jak "Wielka Stopa", czyli gdzieś są, choć coraz rzadziej się ich spotyka. Chodząc po marketach budowlanych, składach, rozmawiając z wykonawcami bez problemu można spotkać produkty nawet nie budowlanopodobne, lecz coś co w zasadzie nie powinno się w ogóle pojawić na rynku, lub jedynie z informacją: żenująco niska cena, jest świadectwem jeszcze gorszej jakości.

Wprowadzenie do powszechnej świadomości hasła dobre i tanie sprawiło, że ludzie przestali identyfikować jakość jako coś, co musi kosztować - choćby z powodu użytych materiałów do jej stworzenia. Dla znakomitej większości kupujących jakość użyta łącznie z niską ceną znaczy tyle, że każdy towar jest wysokiej jakości, a cena to dodatek zależny od widzimisię tego, kto wypuszcza dany towar na rynek. Niestety, można jedynie powiedzieć, że coś jest warte swej ceny lub nie warte. Oznacza to ni mniej ni więcej, że za niską cenę możemy kupić towar nieco lepszy lub nieco gorszy od ceny, lecz nigdy - że towar z wysokiej półki będzie tak samo dobry jak ten określany jako najtańszy. W jednym z wielkich marketów są trzy rodzaje produktów - najtańszy, korzystny i najlepszy. Tak naprawdę dopiero patrząc na różnice w cenie, także w warunkach gwarancji i realnej wytrzymałości, można przekonać się, jak błędne jest wbite do głów i zakodowane myślenie - "tanie i dobre".

Bardzo często na tych stronach była wspominana możliwość stworzenia pewnych produktów czy zapraw samodzielnie. Ile razy o tym pisano, tyle razy zaznaczano, że powinno być to robione ze sztuką budowlaną - co oznacza, że należy użyć składników bardzo dobrej jakości, by to, co zrobimy zostało stworzone o jakości nieodbiegającej od gotowych produktów z najwyższej półki.

Niestety życie potrafi przerosnąć nawet największych pesymistów.

1. Rozmowa z doradcą o systemach dociepleń. Oczywiste pytania laika - czego użyć, w nawiązaniu do stosunkowo przyzwoitej jakości tynku, mającego być finalną wyprawą tegoż. I odpowiedź dla wielu tak oczywista jak to możliwe i równie błędna: styropian - najtańszy jaki jest, kleje - tej samej jakości, siatka - wystarczy - oczywiście tania, grunty - te z najniższej półki cenowej - bo tak naprawdę wszystko jest to samo. Oznacza to, że po nałożeniu tynku uzyskujemy coś, co nie ma żadnej gwarancji. Dzieje się tak z prostego powodu: każdy producent każdego tynku ma wymagania względem styropianu lub wełny mineralnej, podobnie jak i obu klejów (do styropianiu i siatki) oraz gruntu. Owszem możemy wykorzystać konkretny tynk, lecz aby elewacja była wykonana zgodnie ze sztuką budowlaną - także inne materiały o zalecanych parametrach - a nie najtańsze, jakie zostaną znalezione w sklepie czy na składzie budowlanym. W innym wypadku nie łudźmy się - nie dostaniemy nawet imitacji wyrobu, tylko coś, co nie powinno być nigdy wykonane.

2. Inna rozmowa z inną osobą. Sytuacja z serii typowych: przetarg, oczywiście najniższa cena jedynym kryterium, co oznacza, że trzeba zaoszczędzić na wykorzystanych materiałach i/lub ich ilości wykorzystanej na robocie. W ramach ciekawostek o jakości użytej blachy można było dowiedzieć się, że gwarancja na perforację jest gwarancją tylko z nazwy, bowiem obejmuje sytuacje jedynie takie, kiedy zniknie więcej niż 5% blachy. Biorąc pod uwagę, że arkusz blachy ma wymiar 100 x 100 cm, aby reklamacja została uznana - musi zniknąć (czyli zostać sperforowany) np. pasek o wymiarze 5 x 100 cm. Oczywiście oznaczać to będzie, że najwyższe piętra będą zalewane przy okazji dowolnego deszczu - ale w momencie wykonywania roboty zostało zaoszczędzone kilka złotych w czasie wyboru zleceniodawcy. Za ogromne pieniądze, zwykle grube setki lub dziesiątki tysięcy złotych inwestor kupuje sobie iluzję spokoju, która to iluzja wisi na absurdalnej gwarancji kiepskiej blachy, która nie gwarantuje niczego.

3. Kolejny market, kolejne półki - a na nich kleje i zaprawy - i pełny tak zwany przestrzał cenowy. Od niemal dziesięciu złotych za worek po takie za ponad trzydzieści. Takie same oznaczenia, takie same zakresy zastosowań. Obok kłębi się tłum ludzi, a wśród nich ubrani w ostrokolorowe i wyraźne stroje - doradcy, czasami wśród kupujących można domyślić się wykonawców, z racji sposobu w jaki do nich się zwracają: "panie Sławku, panie Staszku". Na wózkach niezmiennie królują te najtańsze kleje - jeśli nie za 9,80 za worek to za 10,09... Obok nich płytki za grube dziesiątki złotych za metr kwadratowy. Polska na pokaz - na zewnątrz to co najlepsze, to czego nie widać może być dowolnie podłej jakości. Znów kłania się logika "dobre i tanie". Niestety kupując towar za niecałe dziesięć złotych nie należy się spodziewać niczego, tym bardziej że najdroższym jednostkowym składnikiem jest worek, a zaraz potem koszt dowozu tegoż do sklepu na drugim końcu kraju. W stopce producent, którego nikt nie kojarzy, czasem przesypownia...

W trakcie rozmów w gronie znajomych, w których jest jakiś wykonawca bardzo nieoficjalnie dowiadujemy się jednego - jaka cena taka jakość i drugiego - klient nasz pan. Czyli tego, że zbyt często nie da się po prostu dyskutować tylko robić. Z wiadomymi efektami...

4. Wizyta tym razem w składzie budowlanym i techniczne pytanie: jak to jest, że styropian kosztuje tyle samo co kilka lat temu, kiedy podstawowy składnik wykorzystywany w jego produkcji - ropa - była dużo tańsza niż obecnie, vat w innej, niższej wysokości - to oznacza, że coś się zmieniło. I odpowiedź - że owszem. Styropian kilka lat temu i dziś to dwa zupełnie różne produkty. Kiedyś jego lambda, czyli zdolność do izolacji wynosiła 0,033, może 0,035... Teraz za dobry uważany jest ten ze współczynnikiem na poziomie 0,038, a za najbardziej chodliwy - 0,044 - czyli gorszy o 1/3. Opisy takie same - i ten i ten używany na fasady, i ten i ten ma po 20 cm grubości, i ten i ten używany do dociepleń. Tylko niestety to zupełnie nie to samo, a różnica w jakości co najmniej drastyczna.

Co ciekawe w systemach ociepleniowych wysokiej jakości producenci przewidują wymagania niezbędne nawet dla styropianu na poziomie tych "typowych" dla kilku lat wstecz, w chwili obecnej są one traktowane jako najwyższa półka na rynku.

5. Podobne słowa można powiedzieć o tynkach dostępnych na rynku - najczęstsze pytanie: czemu tak drogo wymusza zejście z ceną, to zaś obniżenie i to drastyczne jakości tychże. W wielu wypadkach "pomocą" we wprowadzaniu "nowych", "tanich i dobrych" produktów na rynek są normy, które w wielu wypadkach nie określają minimalnego udziału danego rodzaju poszczególnych składników lub ich rodzaju w wyrobach. Pozwala to na dodanie bardzo niewielkich ilości tak zwanej "chemii" by wprowadzić nową nazwę, lub utrzymać starą. Oczywista sprawa, że odbija się to na jakości.

Bardzo często takie zachowanie bywa związane, zwłaszcza w przypadku najpopularniejszych producentów, z przeniesieniem produkcji z jednego z krajów Europy Zachodniej do Polski. Wkrótce po tym można usłyszeć delikatne narzekania związane z obniżaniem się jakości produktu. Wszędobylska walka o to, by cena była jak najniższa, nawet kosztem jakości. Przecież coś musi być dobre i tanie, a z racji faktu, że to "tanie" oznacza poziom i wysokość sprzedaży, to produkt jest tani. Dobry to kwestia odpowiedniej reklamy. Znów produkt "made in Poland" nie oznacza tego samego co "made in Poland" eksportowane gdzieś na zachód Europy, czy wręcz poza nią.

6. Wielkie miasto, spora sieć supermarketów, a w nim cement. Jego oznaczenie to 42,5 I i tyle. To, że takie oznaczenie nie ma prawa funkcjonować to jedna sprawa, osobna że w możliwościach jego zastosowania wymienione są jedynie tynki i mieszanki murarskie. Nic innego, a przecież cementy klasy 42,5 opisywane są zwykle jako drogowo-mostowe. Oczywiście towar posiada aprobatę ITB, czyli w teorii oznacza, że jest to pełnowartościowy towar. Realny świat niestety sprowadza czytającego na ziemię. Producent, oczywiście żadna wielka cementownia, podając skład wspomina, że użył cementu klasy 42,5 w ilości 75%, reszta to kamień wapienny mielony, a najpewniej wszelkie możliwe i najtańsze "śmieci" jakie znalazł na rynku. Tym samym jasne staje się czemu są takie a nie inne zastosowania i czemu potencjalny klient nic z niego nie będzie mógł zrobić.

Pytanie tylko czemu jest tak oznaczony, może chodzi o to by zmylić klienta, a może dlatego, że jednym ze składników jest gdzieś cement klasy właśnie I? Niestety, to co leży na półce z cementem ma wspólną jedynie nazwę...

7. Rozmowy, nazwijmy je "nieformalne", dotykające jak zawsze aktualnego tematu - czyli co jest na rynku, jakie nowości, które z nich warte uwagi a które nie warte niczego, bo nie dość, że cena żadna to skład jeszcze gorszy. I informacja z serii zaskakujących - wielka i znana firma wypuściła na rynek towar, który w zasadzie się nie nadaje do niczego. Zostało napisane "w zasadzie" gdyż nie jest rekomendowany do żadnych systemowych ociepleń. Ma jedną zaletę - cenę. Co to oznacza? Ano tylko tyle, że jeśli ktoś go użyje do ocieplenia domu, to w razie problemów firma nie ponosi żadnej odpowiedzialności - gdyż jest to klej, który każdy wykorzystuje na niejako własną i tylko własną odpowiedzialność...

Powyżej wymieniono tylko kilka, i to nawet nienajdrastyczniejszych przykładów tego, co można kupić na rynku, co jest oferowane - każde niemal z dopiskiem dobre i tanie. Czasem: korzystne. W normalnych warunkach na normalnym rynku znakomita część tych produktów zniknęłaby szybciej, niż to sobie można wyobrazić, kilka innych byłoby przeznaczonych wyłącznie do prac w wykonywaniu detali, które nie przenoszą żadnych obciążeń, nie podlegają żadnej ocenie wizualnej i nie są podatne na nic, a i tak w tej cenie można by znaleźć coś lepszego. Wszystko to są gotowe produkty, a więc takie, za które w teorii przynajmniej ktoś powinien wziąć realną odpowiedzialność, niestety parametry tychże czy warunki gwarancji sprawiają, że tak naprawdę po raz nie wiadomo który kupujący w razie jakichkolwiek problemów jest zostawiony samemu sobie.

Wszystko to oznacza, że chcąc zachować reżim technologiczny i być w zgodzie z tym, co kiedyś określało się "sztuką budowlaną", są tak naprawdę jedynie dwa wyjścia.

Pierwsze - to kupować produkty naprawdę wysokiej jakości i nie łudzić się, że oszczędzając kilka złotych na litrze, metrze kwadratowym czy kilogramie kupimy dobrze i tanio - najczęściej będzie to tylko to drugie. Za dobrze trzeba zapłacić, lecz to, co zostanie zapłacone zwraca się zwykle z nawiązką - w jakości, trwałości i wyglądzie.

Drugie - to kupić doskonałej jakości składniki jakie są rzecz jasna dostępne na rynku, i mając wiedzę jak ich użyć samemu przygotować sobie to co trzeba. W tym wypadku to my lub wykonawcy bezpośrednio na budowie będą z owych świetnych składników przygotowywać to co trzeba - czyli tynk, klej, zaprawę itd. To ich wiedza, ich fachowość wyrażona w konkretnych złotych za jednostkę pracy pozwoli zaoszczędzić na materiałach bez utraty jakości w samym wykonaniu oraz finalnym produkcie. W tym wypadku producentem staje się wykonawca, a jego wiedza i umiejętności pozwolą cieszyć się najwyższą jakością nieodbiegającą od najlepszych standardów gotowych wyrobów najlepszych firm.

Wszystkie inne wypadki oznaczają niestety, że gdzieś przyjdzie srogo i drogo zapłacić za każdą zaoszczędzoną tam gdzie nie trzeba złotówkę.













© 2012-2017    bialycement.pl
Valid XHTML 1.0 StrictValid CSS 3