...czyli wszystko o cemencie

  Patent czy "patent"

I

Ktoś kilka lat temu powiedział, że na Internecie jest wszystko - od śmieci po diamenty, ktoś inny stworzył narzędzie umożliwiające, czy może lepiej to określić próbujące odsiewać jedno od drugiego i z pewną ironią nazwał je "wujek google". W innym miejscu - ten sam Internet umożliwił stworzenie gigantycznych platform, czy może raczej serwisów, gdzie spotykają się ludzie z całego świata by podziwiać to co robią, rozmawiać, pytać. Im więcej głów tym lepiej, im więcej pytań tym więcej odpowiedzi...

Pewnego dnia "wujek" wyrzucił takową na zadane pytanie, jako jedną z iluś odpowiedzi tekst patentu. Polskiego, opracowanego kilka lat temu dotyczącego tynków renowacyjnych. Być może jest on już wykorzystywany, by na jego bazie produkować jeden czy kilka rodzajów tynków, tego nie wiem. Skład podany - oczywiście w przybliżeniu, ale pozwalającym zorientować się w jaki sposób został stworzony, jaka idea przyświecała jego autorom.

Tego samego dnia, może nieco wcześniej, na jednym z serwisów rozgorzała dyskusja po angielsku o tym, jakie tynki mają być stosowane do renowacji zabytków, chodziło akurat o jakieś wiktoriańskie kamienice zbudowane z cegły z motywami kamiennymi. Słowem "na Wyspach" klasyczne budownictwo. Wszelkie próby stosowania innego rodzaju tynku niż oryginalny, nawet jeśli ten był czysto wapienny, były krytykowane. Firmy chwaliły się wręcz, że jeśli tynk jest wapienny, to innych nie używają, bo to by było jak świętokradztwo, złamanie zasad.

II

Są w zasadzie dwa, skrajne niemal do granic możliwości, podejścia w jaki sposób odnawiać budynki.

Dawne budownictwo to niemal bez wyjątku cegła, jeszcze ręcznie formowana, bywa, że od XIX wieku za pomocą maszyn, oraz kamień - wydobywany w kamieniołomach w niedalekiej okolicy. Badania cegły używanej oryginalnie na terenie północnej Polski, także przez Krzyżaków oraz ich następców pozwalają ocenić, że ma ona dość zbliżone parametry. Klasa wytrzymałości około 7,5 do najwyżej 9,5 MPa, nasiąkliwość średnio około 10-12%, choć inne nieco bardziej skrajne wartości także się trafią. Niby wszystko jest dobrze. Problemy pojawiają się jednakże w zasadzie od razu. Historycy zajmujący się daną kamienicą wiedzą jedynie o dużych przebudowach, takich w których zaangażowane środki, wielkość i koszty były na tyle znaczące, by informacje o nich znalazły się w kronikach czy księgach. Mniejsze przechodziły bez echa. Każda taka zmiana oznaczała zastosowanie innej cegły o nieco innych parametrach. Raz mogą być one gorsze, raz lepsze. Istotna jest jednakże jedna kwestia, że aż do połowy lub nawet końca XIX wieku nie stanowiło to bowiem problemu, gdyż tynki były niemal bez wyjątku wapienne. Nasiąkliwe, o szybkim tempie podciągania wilgoci, nawet jeśli sama wilgoć ich nie niszczyła, nawet jeśli proces wiązania przebiegał w jej obecności. Wspominane niejednokrotnie było także, że tynki wapienno-cementowe były w powszechnym użyciu jeszcze w latach 60. i 70., zwłaszcza tam, gdzie możliwości inwestora nie były nieograniczone. Cement często służył w nich jedynie jako hydrauliczny materiał wiążący, pozwalający uciec od nieco bardziej skomplikowanych składów zapraw czysto wapiennych. Ułatwiał pracę. Skonfrontowanie tych wiadomości z istotnymi cechami tynków renowacyjnych zalecanych do cegieł, jakie podaje profesor Domasławski, czyli wytrzymałość na poziomie najlepiej ok. 4,5-5,5 MPa, nasiąkliwości powyżej 10% oraz tempie podciągania wilgoci na wysokość 5 cm w czasie poniżej 60-70 minut pozwala stwierdzić, że wedle tych standardów zasadnicza większość z nich była lub jest wręcz renowacyjna.

III

Patent jest dość dokładny, można przeczytać, że jakkolwiek zaprawa nie jest zbyt mocna, czyli ma owe około 5 MPa, to z drugiej strony cechuje się ograniczeniem wysalania, dość niskim podciąganiem kapilarnym. Takie rzeczy osiąga się poprzez zastosowanie najczęściej bardzo drobnych frakcji, bywa hydraulicznych (pyły), oraz silnym napowietrzeniem, które pozwala stworzyć miejsca, gdzie będą gromadziły się sole (np. wapnia). W informacjach udzielanych przez producenta można spotkać czasem informację, że m2 zaprawy o określonej grubości pozwala wyciągnąć daną ilość wody. Ta informacja niewiele mówi, gdyż tak naprawdę powinna być podana jeszcze informacja, jaka musi być różnica w twardości, czy dokładniej w tempie podciągania wilgoci obu środowisk, jaka jest różnica w nasiąkliwości, by taki warunek był spełniony, a wyniki wiarygodne.

Gwoli ścisłości i przypomnienia - wedle dawnych zasad sztuki najbardziej twardym, najmniej nasiąkliwym, najmniej podciągającym wilgoć materiałem powinna być, w naszym wypadku - cegła (zasadniczo parametry ok. 7,5-9 MPa, nasiąkliwość ok. 10-12%, sięgająca odpowiednio ok. 8% i 14% w skrajnych wypadkach, o tempie podciągania wilgoci nic nie wiemy, ale prawdopodobnie poniżej 90 minut), zaprawa łącząca cegły powinna być słabsza, bardziej nasiąkliwa i szybciej podciągająca wilgoć, kolejne warstwy tynku (szpryc, narzut, gładź) odpowiednio delikatnie słabsze. Znowu teoria głosi, że powinniśmy znać skrajne parametry budulca w całej, kontynuując przykład, kamienicy, podobnie jak i wiedzę, gdzie i jaki rodzaj zaprawy został użyty. Badania, jeśli są prowadzone, to w kilku przyjętych przez konserwatorów za najbardziej reprezentatywne miejscach i na ich podstawie wyciągane są wnioski.

Warto pamiętać także o tym, że obecne cegły, zwłaszcza te ręcznie formowane, używane w takich budynkach do uzupełniania budynków, odbudowy ścian itd. są znacznie gorszej jakości niż oryginały, a niejedna z nich nasiąkliwość ma zbliżoną do 20%, a wodę ciągnie niemal tak samo jak gąbka. To znaczy, że tak naprawdę niemal nigdy, niemal w żadnym wypadku nie potrafimy dokładnie odpowiedzieć na pytanie, gdzie jaka cegła jest, w którym miejscu jaka dokładnie zaprawa została użyta. Można na podstawie budowy kiedy powstał budynek jako taki i wykorzystując wiedzę, odpowiedzieć na pytanie, jaka wtedy była typowa zaprawa. Wapienna, wapienno-cementowa, czy cementowo-wapienna.

IV

Kilka parametrów opisanych w patencie na tynk renowacyjny: nasiąkliwość do 10%, niskie tempo podciągania wilgoci, pozwala stwierdzić, że tak naprawdę mimo że nosi ona nazwę renowacyjnej, to może się okazać, iż przyniesie po pewnym czasie więcej szkody niż pożytku. Dzieje się tak z kilku powodów:

  • nie wiemy jakie dokładnie parametry ma cegła użyta do budowy "naszej" kamienicy, zaś widełki, mówiące że typowa cegła ma ok. 10-12%, nie pozwalają nam określić, czy jakaś część nie ma innych parametrów.
  • nie wiemy dokładnie jakie parametry mają wszelkie fugi/zaprawy używane do murowania, a powstałe w różnym czasie - wiemy tylko tyle, że jeśli nie było przeprowadzanych renowacji wcześniej, tylko są oryginalne, to zrobiono je "zgodnie z zasadami ówczesnej sztuki budowlanej".
  • nie znamy dokładnie wszelkich zmian i przeróbek jakie były wprowadzone, czasami dopiero np. przy chemicznym (użycie silnego i agresywnego kwasu) pozwala odkryć, gdzie dokładnie i jaki rodzaj fugi (wapienna czy wapienno-cementowa) był użyty; dzieje się tak, gdyż inaczej na niego reaguje jedna, inaczej druga fuga.
  • normy na tynki renowacyjne, tak dokładne, zwłaszcza te oparte o WTA to dość nowy pomysł i dość nowy wynalazek, przy czym nie uwzględniają one lokalnych "wersji" i "składów" tynków dostosowanych do budulca i jego charakterystyki, jaki był wykorzystywany na różnych terenach w różnych okresach.

Już tylko to pozwala stwierdzić, że stosowanie gotowych, nawet opatentowanych tynków, które przeszły wszelkie obecne badania, ba - mają wyniki i oceny upoważniające je do stosowania w renowacji zabytków należy traktować z dużą dozą ostrożności. Może się okazać, że zastosowane na jednej kamienicy, która przechodziła kilka mniejszych remontów lub przeróbek ścian zewnętrznych będą zachowywały się w różny sposób. Na jednej ścianie będą idealne, podczas gdy obok pod nimi z cegły będzie się robiła tzw. sieczka. Będą od owej cegły mniej przepuszczalne, twardsze, co będzie oznaczało, że wilgoć zamiast wychodzić na zewnątrz będzie "siedziała" w środku. Inne zasady sztuki budowlanej jakie obowiązywały dziesięciolecia wcześniej w czasach budowy kamienicy mogły sprawić, że aby wilgoć szybciej wychodziła z jednej ściany, użyto cegły o nieco innych parametrach i nieco innego rodzaju tynków.

V

To właśnie z tych powodów wielu konserwatorów europejskich współpracujących z firmami, czy sprawujących nadzór nad danymi robotami, preferuje tynki z epoki kiedy dany budynek powstawał. Mają oni wtedy pewność, że niezależnie jaka jest cegła w ścianie, jakie były przeprowadzane remonty, wreszcie niezależnie od tego jak dobra, a czasem jak słaba jest obecnie produkowana cegła używana do uzupełnienia wątków i ubytków zastosowany tynk będzie odpowiedni i będzie spełniał swoją rolę. Takie podejście do sprawy wymaga jednakże bardzo istotnej rzeczy - jest nią dogłębna znajomość dawnych reguł, zasad, składów i metod powstawania zapraw i tynków w taki sposób, by można było na bieżąco ocenić jej skład i choć z grubsza parametry. Dla takich ludzi, dysponujących fachową i szeroką wiedzą propozycja stosowania zapraw cementowych, a często uzyskania hydrauliczności drogą dodania cementu w wypadku kiedy oryginalna zaprawa była stricte wapienna jest przynajmniej niestosowna. Często się oni wręcz chwalą, że w trakcie całego remontu potężnej kamienicy, jakiegoś zamku czy pałacyku nie użyli ani grama (czy raczej uncji) zaprawy z dodatkiem cementu.

Niestety w polskich warunkach ta wiedza jest zbyt często nieznana, traktowana po macoszemu. Przecież są gotowe zaprawy renowacyjne, których producent (tu: nie ma znaczenia czy są opatentowane czy nie) zapewnia, że nadaje się na bardzo nasiąkliwe, lub nisko nasiąkliwe cegły jak żadna inna i w ogóle... Przy braku naprawdę dokładniej wiedzy (czyli w zasadzie niemal o każdej cegle, fudze itd.) przypomina to nieco drażnienie lwa. Ryzyko duże, przyjemność wątpliwa. Co ciekawe istnieją dawne opracowania budowlane pozwalające dowiedzieć się, jakie były składy zapraw, czym się charakteryzowały, jakie były ich parametry, pozwalające prześledzić w jaki sposób się zmieniały, lecz niestety nie są one znane większości osób zajmujących się konserwacją.

Owszem, rozmawiając z naprawdę starymi fachowcami od konserwacji, pamiętającymi czasy sprzed kilkudziesięciu lat, lub ze zbyt nielicznymi absolwentami chyba jedynej uczelni w Polsce, gdzie uczą jak robić zaprawy mające odpowiednie parametry do tego co spotkamy "na placu budowy" można przekonać się, że istnieją pewne dość proste sposoby pozwalające nie zmienić w zasadzie parametrów mieszanek, lecz wykorzystujących właściwości jakie danej nam cement (hydrauliczność, tempo wiązania, wytrzymałość). Niestety wiedza o tym zbyt często odchodzi już do przeszłości.

VI

Podsumowując - metoda stosowania zapraw odpowiednich dla danego okresu, lub stosowanie zapraw odpowiedniego rodzaju (np. czysto wapienne, jeśli wiemy tylko tyle, że oryginalna właśnie na bazie tego spoiwa) pozwala w zasadzie uniknąć wszelkich problemów, z którymi jak do tej pory nie mogą dać sobie do końca rady wszelkie nowoczesne receptury oparte tylko na cemencie, piasku, pyłach, żużlach i dużej ilości chemii. Wymagają one jednak rzetelnej wiedzy, tak rzadkiej w polskich warunkach.













© 2012-2017    bialycement.pl
Valid XHTML 1.0 StrictValid CSS 3