...czyli wszystko o cemencie

  "Błoto wapienne"

O wapnie gaszonym, czy inaczej - lasowanym, kilka słów już tutaj padło: o tym, jakie zasady obowiązują przy dołowaniu, a także o tym, ile "wody w Wiśle musi upłynąć", by nadawało się do użytku.

W nieoficjalnych rozmowach z przedstawicielami firm wykonawczych czy też produkujących tynki można usłyszeć - "wiem, że Pan ma rację, ale to niewygodne, że to czasochłonne (fakt, ze dwa dni zajmuje...) i w ogóle nie jest to owa błyskawiczna "zupa w proszku": weź dwa worki, wlej piętnaście litrów wody, mieszaj pięć minut i nakładaj". Odpowiedzialności zero.

Dość dawno temu słyszałem, że w Austrii można kupić wapno gaszone jako gotowy już produkt w workach czy innych opakowaniach. Taka informacja dla kogoś znającego problemy tynków czy zasady obowiązujące w przygotowaniu takiego tradycyjnego tynku c/w jest pewnego rodzaju szokiem, czymś na miarę informacji, że można kupić słoik z powietrzem z lasu. Niestety szok ten ziścił się stosunkowo niedawno.

Informacja była typowa. Po wstępnej rozmowie i krótkim "chodź Pan" zobaczyłem wiaderka na oko dwudziestolitrowe zawierające coś, co na nasz język można przetłumaczyć jako "błoto wapienne". Krótka wycieczka po internecie i okazuje się, że tak naprawdę jest to ciasto wapienne, czyli produkt lasowania wapna metodą tradycyjną z zachowaniem dawniej stosowanych metod.

Czy to wapno jest w ten sposób gaszone - nie wiem, zgadywać nie będę, bo nie zostałem zaszczycony wizytą poglądową w takim zakładzie produkcyjnym - lecz sama informacja "ciasto wapienne" mówi wszystko. Jest to jeden z produktów gaszenia wapna. Jeżeli kilkuletnie okresy są zachowane, to ciasto wapienne uzyskane z gaszenia wapna hydratyzowanego przez kilka dni jest gorszej jakości, ale to nieco gorszej jakości ciasto wapienne jest nadal ciastem wapiennym i nadal spełnia swoje zadania i rolę, jaka została mu wyznaczona.

Oznacza to także, że firmy, czy szerzej - wykonawcy (także, jak się to nazywa - nieinstytucjonalni) korzystający z takiego choboka, muszą na budowie mieszać tynki "na poczekaniu" a nie kupować gotowe, zwykle w proszku (jako że są to tynki cementowo-wapienne). Taki sposób oznacza konieczność wykorzystywania cementu odpowiedniej jakości, w tym białego, oraz wypełniacza odpowiedniej granulacji.

Zupełnie osobną kwestią jest to, że korzystając z takiego "błota wapiennego" kupowanego w sklepie, a nie przygotowywanego na budowie, na miejscu tak naprawdę sami siebie traktujemy jak ludzi niezdolnych tak naprawdę do czegokolwiek poza przeczytaniem instrukcji obsługi na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej. Krótkie i dosadne wojskowe: "Przeczytano - zrozumiano - wykonać" i równie treściwa odpowiedź "Tak jest!", trzask obcasami i bieg by wykonać: stąd do piętnastej...

Patrząc z nieco szerszej perspektywy zakup i import owego ciasta wapiennego nie świadczy także najlepiej, po kolei, o:

  • specjalistach konserwatorach - gdyż z wielu względów powinni znać techniki i metody, jakimi produkowano wiele lat tynki i czym je "uszlachetniano" by były trwalsze, twardsze i odporniejsze na warunki otoczenia. Przecież zapisanie do planu konserwatorskiego dotyczącego takiego czy innego budynku i pewnych robót zakupu takiego "kalku" z opisem, by na nim wykonać tynk - o tym świadczy. Nie lepiej zapisać, by wykonać tynku/szprycy białej/szarej/kolorowej metodą tradycyjną przy użyciu wapna lasowanego na miejscu (placu) budowy, oraz wypełniacza o granulacji x.y mm?
  • firmach wykonawczych - to w nich pracują specjaliści, technolodzy, którzy także powinni mieć wiedzę o technikach i metodach i sami powinni wskazać na takie kurioza i kiepskie pomysły. To z ich inicjatywy powinny wychodzić pomysły o tym, by zamiast wydawać ciężkie tysiące euro czy złotych, po prostu zbić drewnianą wannę, uszczelnić ją choćby zwykłą blachą, kupić ileś ton wapna po te kilkanaście złotych za worek i na początku robót zacząć je gasić. Zanim przyjdzie jego pora - będzie już się nadawało do konkretnych robót tynkarskich czy murarskich, a jego jakość będzie z każdym dniem lepsza...
  • ogłaszających warunki przetargi i sprawdzających przesłane kosztorysy - to ich zadaniem jest oglądanie złotówek z każdej strony i to w tych komisjach zasiadają zwykle osoby, których zadaniem jest także wskazanie odpowiedniej techniki - ci drudzy powinni wskazać jaka metoda jest odpowiednia, jakie spełniają warunki określone w przetargu, ci pierwsi zaś - szacunek wydatków. I znów sytuacja się powtarza - jeżeli można to zrobić ileś razy taniej, to czemu nie?

Nie chcę snuć spiskowych teorii, ale pewne nasuwają się same. Najistotniejsze jest jednak to, że:

  • w Polsce jest wiedza jak można na miejscu budowy wykorzystać tradycyjne metody związane zarówno z wytworzeniem, jak i wykonaniem tynków, bez konieczności importowania "gotowizny"
  • skoro poza naszym krajem jest popyt na taki produkt, skoro jest on opisywany jako tradycyjny, odmieniany przez wszystkie przypadki z zaznaczeniem że jest bardzo dobry - to może czas już w dziedzinie konserwacji i renowacji zacząć powrót do tego co było i ponownie odkryć to, co dla naszych przodków było po prostu oczywiste
  • jeżeli jeszcze w latach 70. i 80. tynki renowacyjne były przygotowane metodą tradycyjną i "wielcy tego świata" zgadzali się w tym, że mimo iż mieszano je wykorzystując cement (nb. dużo lepszej jakości niż obecnie), wapno gaszone (o niebo lepsze jak hydratyzowane) i zwykły wypełniacz o pożądanej granulacji - to może korzystając z tego, iż taka metoda jest o rząd wielkości tańsza niż "gotowa mieszanka" a przy tym lepsza - do niej powrócić, oszczędzając spore kwoty...

Po raz kolejny okazuje się, że ponownie odkrywamy to, co dawno już zostało odkryte, że z nabożną niemal czcią traktujemy nie tylko jako społeczeństwo, ale także jako fachowcy to, co przyjedzie do nas z Zachodu, najlepiej opisane jako "tradycyjne", doskonale zapominając, że z wielu powodów jeszcze trzy dziesiątki lat temu wszystko to było nie tylko świetnie znane, ale i stosowane na co dzień.

Po cichu, jak szept pojawią się zastrzeżenia, że kiedyś to były inne materiały - inne, oczywiście lepsze wapno, inny, oczywiście lepszy cement. O piasku nie wspomni nikt - bo ten nadal jest jaki był. Nie należy tego słuchać - jest dostępny rewelacyjny biały cement, wystarczy zapytać, sami możemy doskonale zgasić wapno, korzystając z tego, że wapno hydratyzowane gasi się krócej, a także z faktu - że w wyjątkowych tylko wypadkach ekipa wchodzi i na dzień dobry bez rozeznania terenu zaczyna murować lub tynkować.

Nie zachowujmy się bezkrytycznie - jeżeli coś kupujemy, korzystamy z jakichś produktów importowanych za ciężkie pieniądze, zastanówmy się czy nasza tradycja budowlana nie ma ich odpowiedników. Zwykle dużo tańszych i jednako łatwych w użyciu.













© 2012-2017    bialycement.pl
Valid XHTML 1.0 StrictValid CSS 3