...czyli wszystko o cemencie

  Co tanie to drogie, czyli nie stać nas na tanie rzeczy

Kwestia niby niemająca wiele wspólnego z takim towarem jak cement biały, lecz tylko pozornie.

Od kilku ładnych lat niemal wszędzie można zobaczyć ogłoszenia "tyle a tyle procent taniej", "u nas najtaniej", "tylko x,99 za sztukę". Niestety, ogłoszenia takie są bardzo skuteczne - Polacy "myślą" ceną. Niewiele osób wnika w to, co otrzymuje "w środku" - ważne że kupił taniej niż myślał, ważne że w kieszeni zostało kilka złotych. W drobne napisy na opakowaniach nie wczytuje się nikt, bo po co?

Nie przeczę, są produkty, które można kupić metodą "jak najtaniej", ale do wyjątków należą te z nich, które można spotkać w branży budowlanej. Zbyt wiele od nich zależy, by móc pozwolić sobie na lekkomyślność, a raczej bezmyślność.

Oczywiście należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć i rozróżnić kupno świetnego materiału (np. gotowej zaprawy) lub doskonałych składników (pozwalających dany rodzaj owej zaprawy przygotować na miejscu, na placu budowy zwykle dużo taniej), od kupna najtańszych materiałów.

W pierwszym wypadku jest to doskonały produkt, już przez kogoś przygotowany, spełniające pewne normy, pozwalający wykonać zeń np. tynk bardzo dobrej jakości, w drugim - z doskonałych składników powstanie taka sama lub bardzo zbliżona zaprawa, o takich samych lub częściej lepszych parametrach zrobiona przez nas samych, to my jesteśmy tą fabryką.

W tym drugim przypadku jest to najzwyczajniej w świecie myślenie ceną, myślenie, którego w szeroko pojętym budownictwie być nie powinno.

Równie istotne jak same materiały jest to, kto, jaki fachowiec wykona nam tę czy inną robotę budowlaną. I znów łudzenie się, że zaoszczędzimy biorąc najtańszego wykonawcę, bo przecież... Kończy się to zbyt często niemiłym zaskoczeniem. Nie ma takiej możliwości, by wykonać dowolną ilość metrów (owego tynku) w dowolnie krótkim czasie. I jedno i drugie jest ograniczane czynnikami ludzkimi oraz technicznymi. Dodając do tego koszty, jakie ponosi dany wykonawca, łatwo otrzymamy granicę cenową, poniżej której cena oznacza problemy.

Dzieje się tak, gdyż aby "wyjść na swoje":

  • jakość zastępowana jest hasłem "jakoś to będzie"
  • ilość metrów wykonana w ciągu określonego czasu rośnie nadmiernie, co odbija się na wspomnianej jakości wykonania
  • jakości i ilości zakupionych materiałów (jeśli cena obejmuje fakt, że zakupy niezbędnych materiałów są po stronie wykonawcy)

Wymuszając na wykonawcach obniżki cen, sami sobie demolujemy własne mieszkanie, własne kąty, najpierw wymarzone, potem wywalczone w niezliczonych bojach od projektu po ostatnią deskę boazerii przybitą do ściany. Sami wydajemy na siebie wyrok, godząc się na ekipy robiące szybko i byle jak - za to jak najtaniej. Sami piszemy dla siebie cyrograf, mówiąc przy zakupie: tani i dobry - dostaniemy zawsze tani, dobroć będzie kwestią nieistotną, wreszcie sami go podpisujemy zamaszystym autografem godząc się na tanie, gotowe produkty (np. wspominane już zaprawy), nie ufając temu, że naprawdę porządna ekipa część z nich sama potrafi przygotować, zgodnie z zasadami sztuki budowlanej.

Pewnym, niewielkim zresztą, wyjątkiem od tej reguły, jest fakt sezonowego obniżania cen w sektorze budowlanym na część produktów czy usług, poza szczytem, zwykle w okresie zimowym. Lepiej nie zarobić nic, niż dokładać do interesu. Pamiętajmy jednak, że jest to wyjątek, nie reguła...

Poniżej przedruk artykułu z witryny 100budow.pl autorstwa Adama Krochmala pod wszystko mówiącym tytułem...

"Tanio znaczy drogo, czyli refleksje o polskim budownictwie"

Wysokie ceny mieszkań zachęcają do budowy własnego domu. Już z pobieżnych kalkulacji wynika, że koszt wybudowania metra kwadratowego domu jest 2-krotnie niższy niż kupionego u dewelopera nowego mieszkania. Wystarczy kupić działkę, wybrać odpowiedni projekt, znaleźć wykonawcę i... gotowe.

Tego typu uproszczone myślenie cechuje bardzo dużą grupę inwestorów indywidualnych. W pogoni za niską ceną decydują się na skorzystanie z rynkowych "okazji" nie zdając sobie sprawy, że za poczynione dziś oszczędności życie wystawi im gorzki rachunek. Stare przysłowie mówi, że człowiek uczy się na błędach, ale te poczynione przy budowie mają znacznie inny wymiar niż zakup tanich butów, spodni, kosmetyków czy wędlin.

Nieświeża wędlina spowoduje problemy po paru godzinach, złe materiały budowlane poparte fatalną robocizną mogą zrujnować dorobek życia po kilku latach, a zegar tyka nieubłaganie... Co pewien czas media informują nas o groźnych wypadkach spowodowanych zawaleniem się podwieszanych sufitów, zerwanych przez wiatr dachach. To jednak tylko spektakularne zdarzenia, codzienność jest spokojna, ale nie mniej groźna. Tym którzy nie pamiętają cen materiałów sprzed 10 lat przypominam kilka - Pustak MAX - 2,60 zł/szt. (dziś 2,00 zł/szt.), okno PCV 150x150 cm - 650 zł (dziś 480 zł), płyta gips. - kartonowa 7,20 zł/m2 (dziś 5,50 zł/m2), klej mrozoodporny do płytek 34zł/25kg (dziś 30zł/25kg). Do wyprodukowania każdego z tych materiałów potrzeba komponentów, z których większość w ciągu okresu podrożała w sposób istotny. Potrzeba energii elektrycznej, która podrożała o ponad 100%, transportu (ropa podrożała ponad 120%) nie mówiąc już o 16% różnicy w podatku VAT! Spróbujmy poznać mechanizm tego fenomenu, odpowiedzieć na pytanie dlaczego materiały są tańsze, a mieszkania coraz droższe i spokojnie zastanowić się kto i dlaczego manipuluje rynkiem budowlanym?

Zbyt droga ziemia

W ciągu ostatnich 10 lat ceny ziemi pod budowę domów wzrosły średnio o ponad 100%. Obecnie niemal w całej Polsce brakuje planów zagospodarowania przestrzennego, więc teren pozwalający się starać o pozwolenie na budowę (a także posiadające WZiZT) jest na wagę złota i w związku z tym odpowiednio kosztuje. Śmiało można stwierdzić, iż działki budowlane są obecnie bardzo mocno przeszacowane w stosunku do ich rzeczywistej wartości. O ile? Do 50%!

Inwestor, który już w początkowej fazie inwestycji musi zapłacić za działkę i dozbrojenie terenu o wiele więcej niż zamierzał, będzie musiał szukać oszczędności w budowie i te oszczędności znajduje.

Za duża konkurencja

Bo na rynku konkurencja jest ogromna. Składy budowlane zmuszone do walki z budowlanymi marketami decydują się na kilkuprocentową marżę, oferują bezpłatny transport po to by przetrwać. Wiedzą, iż klient nie chce lub nie potrafi przyjąć do wiadomości, że większość sieci handlowych wymuszając na producentach bardzo niskie ceny zmusza ich jednocześnie do dokonywania zmian składników i technologii. "Odchudzenie" materiału bardzo korzystnie wpływa na cenę, fatalnie na jakość. W pogoni za atrakcyjną ceną wielu producentów nie tylko godzi się na te praktyki, ale coraz chętniej dostosowuje technologie do wymogów rynkowych. Wiedzą doskonale, że na rynku materiałów słowo "jakość" ma mniejszą wartość od słowa "cena"...

Za mała wiedza

Bo inwestorzy wciąż dysponują bardzo małą wiedzą o materiałach budowlanych, o markach. Słowa "okno", "dachówka", "cegła" kojarzą się najczęściej z wyrobem, a nie konkretnym producentem. To tak jakby wejść do salonu motoryzacyjnego z kilkunastoma markami samochodów i poprosić o samochód, a na pytanie o markę odpowiedzieć "najtańszy", dziwiąc się później, że nie zaoferowano nam najlepszego modelu. Klienci salonów motoryzacyjnych doskonale orientują się w markach i cenach i dlatego dokonują wyboru swego samochodu z dużą świadomością - pytają o parametry, koszty użytkowania, gwarancje. Inwestorzy budowlani nie przywiązując wagi do wyboru materiału budowlanego (sumaryczny koszt zakupu materiału na ściany, dach oraz okna w przeciętnym domu jest wyższy niż średniej klasy samochodu!) bardzo ryzykują - pomyłka może nieść za sobą znacznie większe konsekwencje niż w przypadku samochodu. Samochód zmieniamy co kilka lat, dom najczęściej to wybór na całe życie. Koszt budowy, eksploatacji i remontu przeciętnego domu jest również znacznie wyższy niż przeciętnego samochodu.

Trudny wybór...

Wyboru sprawdzonych i dobrych materiałów budowlanych nie ułatwiają nam producenci, którzy bardzo często w wyniku fuzji koncernów, zmieniają nazwy swoich firm, a w ślad za tym produktów wypromowanych i bardzo dobrze funkcjonujących w świadomości inwestora. Tylko w ciągu ostatnich kilku lat "zniknęły" lub powoli znikają, tak znane i kojarzone z wysoką jakością marki jak "Bayosan", "Ytong", "Optiroc", "Wiekor". Najczęściej funkcjonują one pod marką nowych właścicieli, może bardziej znanych w świecie, ale niekoniecznie w Polsce. Widać uznali oni, iż polski inwestor budowlany w markach produktów orientuje się słabo i nie jest do żadnej szczególnie przywiązany.

Poczucie bezkarności

Taka postawa koncernów jest na rękę producentom małym, nieznanym i nierzetelnym. Ich rozumowanie jest proste - produkować i sprzedawać tanio, nie przejmować się technologią i atestami, dawać długie gwarancje bez konieczności ich dotrzymania. Gdy rynek zniechęci się do produktu, szybko zmienić nazwę i wypromować nowy. W wyniku takiego działania rynek materiałów budowlanych zalewa cała masa towarów "budowlanopodobnych" nie spełniających żadnych norm - pustak ceramiczny, który łatwo rozbić pięścią w drobny pył, folia meblowa zamiast dachowej, beton z domieszką popiołu zamiast cementu, okno PCV bez zbrojenia stalowego w środku... Moda na materiały typu "light" (odchudzone) święci obecnie na naszym rynku prawdziwe tryumfy...

Co dalej?

Niestety, nie oszukujmy się, iż w najbliższym czasie wiele się zmieni - bez poprawy stopnia zamożności społeczeństwa nie ma większych szans na poprawę jego stanu świadomości. W tym przypadku stara marksistowska zasada, iż "byt określa świadomość" jest wiecznie żywa. Jeżeli inwestor wierzy, iż w innych branżach jest oszukiwany na jakości, a tylko w budownictwie trafiają się okazje, to trudno oczekiwać, że importer, producent, handlowiec za wszelką cenę będzie starał się wyprowadzać go z błędu bo każdy z nich stara się zarobić, by na trudnym rynku przetrwać. Tym, którzy wolą jednak materiały budowlane od "budowlanopodobnych" możemy poradzić, aby do kalkulacji swoich przyszłych domów dodali 30% więcej niż wyliczy im kalkulator i podpowie serce.

Niech zapytają o prawdziwe koszty nie sprzedawcy w sklepie, nie architekta, lub redaktora w gazecie, ale tych co budowali. Jeżeli nie uda im się wygospodarować pieniędzy niech budują mniejszy dom, lub kupią mniejszą działkę. Pamiętajmy też że tak jak najtańszy towar nie musi być dobry, najdroższy nie musi być najlepszy - sprawdźmy referencje producenta i handlowca - to ile lat istnieją na rynku, z kim współpracują, jaki jest poziom obsługi i wiedza pracowników. Do tego nie potrzeba gospodarczych wywiadowni - wiadomości znajdziemy w prasie, internecie, u znajomych, którzy budowali, u zaprzyjaźnionych fachowców. Tylko wtedy odchudzimy swój portfel, nie odchudzając wymarzonego domu.













© 2012-2017    bialycement.pl
Valid XHTML 1.0 StrictValid CSS 3