...czyli wszystko o cemencie

  Za kulisami rynku cementu szarego

Czasami sama znajomość rynku wystarczy, aby móc dość dokładnie podejrzewać, jakie przyczyny, wydarzenia czy decyzje stoją za tym, co aktualnie dzieje się w danej, interesującej nas branży. Wyjątkiem zaś jest możliwość spojrzenia za kulisy, lecz szczególny rodzaj uśmiechu gości na twarzy, kiedy podejrzenia okazują się słuszne. Stosunkowo niedawno kilkukrotnie taka sytuacja nastąpiła...

1.

Wielokrotnie pisano, wspominano też nie raz, że dążenie do jak najniższej ceny rodzi całą masę patologii. Kilka razy można było w prasie ogólnopolskiej przeczytać o tym, że towar oferowany w marketach z "najniższą ceną" nie spełnia żadnych wymagań, a jak wiadomo papier zniesie wszystko. Bywa, że takie akcje kończą żywot konkretnego produktu, rzadziej całej grupy produktów, lecz po miesiącu lub dwóch znów jest promocja i znów można kupić coś tak tanio, że tylko brać, płacić i uciekać. Po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że jest to to samo, tego samego producenta lub importera, tylko w innym opakowaniu.

Mniej więcej dwa lata temu można było w jednym z marketów kupić cement o oznaczeniu 42,5 nienadający się wedle opinii producenta do żadnych elementów konstrukcyjnych, niemający żadnych dokładniejszych opisów. Potem zniknął on z widoku. Stosunkowo niedawno wypłynął jako CEM 32,5 II B-V... Metoda produkcji i sam producent, a dokładniej przesypownia, jest ta sama. Skład też. Bazą jest "podobno" (bo tak pisze na worku), cement 42,5 IR, po czym dosypywany jest do niego popiół i w ten sposób powstaje jego słabsza wersja. Pytanie pozostaje jedno - czy on tak naprawdę spełnia parametry, jakimi jest oznaczony? Czy naprawdę wiadomo, co zostało dosypane i jakiej było to jakości?

Przecież naprawdę trzeba się postarać, by aż tak obniżyć jego parametry. Poza tym jeśli to cena ma być jedynym i najważniejszym wyznacznikiem tego co jest dobre, to zawsze będzie istniała pokusa, by dosypać jeszcze troszkę więcej, tak by waga się zgadzała.

Przecież z tej ceny wyrażonej w kilku złotych na worku każdy, ale to każdy, czyli cementownia (ta realna), transport, przesypownia i wreszcie sprzedawca finalny musi coś "wyobgryzać", pytanie zaś jakie nam się nasuwa - co zostanie dla kupującego i jakiej to będzie jakości. Strach myśleć.

Aby wzbudzić większe zaufanie potencjalnego klienta, sam towar opisany jest po niemiecku w taki sposób, jakby był produkowany u naszych zachodnich sąsiadów. Duży napis "Portland Zement" i jakieś oznaczenia. Skład i sam producent najpierw dość dużymi literami i na przysłowiowym froncie po niemiecku, potem angielsku i rosyjsku. W końcu na nomen-omen szarym końcu - po polsku. Zwykły kupujący bierze worek w ręce i myśli - kupił właśnie cement wyprodukowany w Niemczech, a że w Polsce znajomość języka niemieckiego (zwłaszcza technicznego) jest niewielka, zaś opinia o jakości ich wyrobów, zwłaszcza chemii i tzw. przemysłówki nadal bardzo wysoka...

Taki opis towaru pozwala tym mocniej przypuszczać, że to, co jest w środku nadaje się do naprawdę bardzo niewielu zastosowań, zaś sam towar grzeszy wszystkim - tylko nie jakością i parametrami użytkowymi.

2.

Taka czy inna, stosunkowo mało przyjemna sytuacja, z serii tych "podbramkowych", kiedy czasu nigdy nie ma za dużo, włosy same siwieją, a telefon się grzeje. W końcu na chwilę postój, galop myśli i jedno jedyne pytanie - a może by tak cement w worku... W tym momencie po kilku rozmowach telefonicznych i jednej bardziej bezpośredniej nasuwa się ciekawa odpowiedź.

W kwestii cementu szarego sprzedawanego w Polsce w wielu wypadkach nikt nie jest pewien niczego. Nikt nie chce dać sobie uciąć przysłowiowej głowy, że no właśnie... nie kupi się kota tylko cement.

Oficjalnie sprawa jest bardzo, bardzo prosta - każdy technolog, każda osoba zajmująca się laboratorium potwierdzi, że wyniki są zbliżone, oczywiście najrówniejsze przy cementach typu I, bez dodatków, nieco mniej przy innych (II, III i pozostałe), gdyż tam finalne parametry zależą od jakości "wsadu", czyli tego, jakie parametry ma dodawany np. pył krzemionkowy, pozyskiwany zwykle z elektrociepłowni. A jego jakość zależy, jak już wspominałem w którymś miejscu, od bardzo wielu czynników (m.in. rodzaj i producent węgla, technologia w danej elektrociepłowni, rodzaj elektrofiltru itd.). Technologicznie potem jest prosto - jedna linia worki, inna do silosu. Zupełnie inaczej jest jeśli tak bardzo prywatnie i nieoficjalnie... Tego jakoś nikt nie jest już pewien. Powód jest bardzo prosty i bardzo jasny.

Szary cement (zwłaszcza typ CEM I) w postaci "luzu", czyli do silosu, idzie do firm produkujących kleje, różnego rodzaju tynki, do których bywa dodawana różna stosunkowo mocna chemia, ten z dodatkami do wielkich betoniarni, które zwykle miewają swoje własne laboratoria na bieżąco sprawdzające jakość tego, co przychodzi i stosunkowo łatwo mogą "wychwycić" wszelkie zmiany w składzie i parametrach. Worki - to domena klienta indywidualnego, którego najzwyczajniej w świecie nie stać na wydanie kilku, czy nawet kilkunastu tysięcy na oficjalnie badania cementu w certyfikowanych laboratoriach, przy czym dla niego zwykle najważniejszym wyznacznikiem jest cena (ma być jak najtaniej) oraz kolor (cement ciemny - to mocny). Najwyżej jak beton będzie za słaby, to kolejnym razem weźmie coś innego w podobnej cenie nie patrząc na to kto i jak go wyprodukował. Najważniejsze jest, by cena była grubo poniżej dziesięciu złotych za worek...

3.

Renomowana cementownia, w teorii mocny cement. Jeszcze kilka lat temu najsilniejszym cementem, tu akurat szarym, był cement klasy 42,5 IR o parametrach wytrzymałościowych rzędu 57-58 MPa, oczywiście z delikatnymi wahaniami w górę lub w dół. Pozostałe parametry stosunkowo zbliżone do pozostałej konkurencji. Oczywiście nie jest brany pod uwagę odcień "szarości". Szary to szary, każdy producent ma swoją wersję, choć wiadomo dość powszechnie, że ten jest jasny a tamten nie, a ten to z urzędu niemal czarny. Stosunkowo niedawno okazało się, że cementownia poszerzyła swą ofertę o cement o klasę mocniejszy - czyli 52,5. W polskich warunkach szary cement o takim oznaczeniu to wyjątek. Był jeden producent takiego cementu, ale jego cement osiągał wytrzymałości rzędu 70 MPa.

Krótkie i szybkie porównanie starej i nowej "czterdziestki dwójki" oraz "pięćdziesiątki dwójki" przynosi ciekawe wyniki. Parametry wytrzymałościowe są zbliżone. Wynik badania różniący się o ok. 2 MPa to przy takich parametrach coś naturalnego. Wyniki samej zaś "52,5" nie są oszałamiające, inne cementownie przy podobnych wynikach nie "szaleją" aż tak.

Różni się drastycznie tylko jeden parametr. Jest on nazywany różnie - zwykle "pole powierzchni wg Blaine’a", czasem "miałkość". Wyraża on stopień zmielenia cementu, przy czym dokładniej wyraża on jaką powierzchnię (w cm2 lub w m2) mają wszystkie ziarna cementu, jakie mieszczą się w jednostce masy. W specjalistycznych opracowaniach można przeczytać, że najlepsze zmielenie dające najbardziej stabilne parametry dla cementów typu I mieści się w granicach od ok. 3600-3700 do ok. 4000-4100 (cm2/g lub m2/kg). Poniżej tych wartości mimo że cement ma odpowiednią klasę wytrzymałości w zasadzie może nie tyle nie nadaje się, co słabo nadaje się do betonów, w których dużą rolę odgrywają drobne lub pyliste frakcje, poza tym z racji swej wielkości nie jest w stanie wniknąć w niewielkie pory i szczeliny w samym betonie. Drugim problemem jest fakt, że aby związać wszystkie drobne frakcje, musi być go znacznie więcej, niż wskazywałby parametr wytrzymałość, gdyż sam nie jest w stanie "związać" ze sobą wszystkich drobnych piasków i pyłów zawartych w betonie.

Na drugim końcu skali jest cement zbyt miałki - co prawda wnika wszędzie (tak zwane mikrocementy), lecz jego nazwijmy to "współpraca" z chemią dodawaną do betonu potrafi być problematyczna, nawet w zakresach typowego dawkowania, pewne zachowania zaś mieszanki mocno nieprzewidywalne. Część producentów w ten sposób próbuje zwiększyć wytrzymałość w ten sposób powstałego cementu o te kilka MPa pozwalających określić go znacznie wyższą kategorią.

Porównanie dwóch wartości (z lat 2013/4 i 2015) pozwoliło stwierdzić, że miałkość "czterdziestki dwójki" spadła do wartości grubo poniżej zalecanej (min. 15% poniżej), co oznacza, że w chwili obecnej jest to "gruby" (żeby obrazowo opisać) cement. Cement o klasę mocniejszy - także jest grubiej mielony, z tym, że tutaj akurat prawdopodobnie była to konieczność, gdyż początkowy parametr wynosił niemal 4700... Co oznaczało niemal 20% powyżej górnej granicy zalecanej normy. Tak drobne zmielenie mogło oznaczać duże problemy w czasie współpracy z chemią, zwłaszcza kiedy istniała konieczność osiągnięcia wysokich parametrów betonu lub dozowania kilku składników i zaistnienia współreakcji między nimi.

Oficjalna impreza, stoisko owego producenta ładnie opisane z logotypem i spokojna rozmowa... i coraz szerszy uśmiech w chwili opowiadania historii o tym, co się zmieniało i dlaczego. Spokojna rozmowa ludzi, którzy wiedzą co mówią, troszkę na zasadzie "ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem" i uśmiechy w stylu "nie potwierdzam, nie zaprzeczam". Kilka słów o tym, że opanowaliśmy rynek, mając atrakcyjną cenę i na koniec uwaga, że do takich betonów to my preferujemy ten mocniejszy, o wiele drobniej zmielony cement, mający znacznie wyższą cenę. Do "zwykłych" betonów opartych swym składem na wypełniaczach do 16 mm (czyli żwir o frakcji 8 do 16 mm) nadaje się i jest zalecany. Różnica jest jedna i podstawowa - tak naprawdę powierzchnia wszystkich tych żwirów i piasków i 1 m3 betonu jest dużo mniejsza niż w betonach nazwijmy to architektonicznych czy specjalistycznych. Tam niestety trzeba by go zastosować znacznie więcej, co oczywiście niweluje aż nadto różnicę w cenie zakupu.

4.

Rozmowa w miłej atmosferze o tym i o tamtym i nagle pada stwierdzenie - bo wie pan, cementy typu I w zwykłych firmach produkujących elementy betonowe są coraz mniej popularne. Tam najczęściej jest stosowana "dwójka" "a-fałka lub be-fałka". Przekładając to na zrozumiały dla normalnego człowieka język - zamiast cementów typu I coraz więcej betoniarni stosuje cementy popiołowe o zawartości składników pozaklinkierowych nawet do 35%, czyli cementy oznaczone jako CEM II A-V lub CEM II B-V. Wytrzymałości mają podobne, lecz tempo ich przyrostu jest inne, podobnie jak nieco inne powinno być dozowanie. Dla zwykłego klienta jest to bardzo łatwo rozpoznawalne. Jeszcze mniej więcej dziesięć lat temu mało kto określał wytrzymałość danego elementu metodą "stosować pod samochody o wadze do 2 ton...", tylko był to beton określonej klasy, zaś to, ile tak naprawdę taka kostka wytrzymywała, zależało od tego, jaka była podbudowa. Coraz rzadziej można się spotkać z sytuacją, kiedy niewielkie elementy betonowe - tzw. bruki o grubości 6 cm można ułożyć na dobrej podbudowie i przejedzie po nich niewielka dwuosiowa ciężarówka załadowana węglem czy popularne "szambo". Najczęściej kupujący uzyskuje informację: może po nich jeździć samochód o masie do 2 ton. Czyli tak naprawdę nie dostaje żadnej informacji... Wiąże się to ze stosowaniem coraz gorszych cementów (wiadomo: niższa cena), produkowaniem cementów coraz grubiej zmielonych (wiadomo: niższa cena), oszczędzaniem cementu we "wsadzie do betoniarki lub węzła betoniarskiego" (wiadomo: niższa cena).

Czasem tylko można się zastanowić kiedy klient uwierzy, że płacąc co roku coraz mniej, dostając absurdalne promocje przy zakupie kilku sztuk towaru (lub kilku m2) naprawdę kupi to co chciał, a nie marną podróbkę zrobioną tak małym kosztem, jak się da. Pamiętajmy, że każdy czyli producent, firma transportowa, a w końcu sprzedający musi zarobić na tym, co sprzedaje. W takiej sytuacji płacąc najwięcej może stracić potencjalny klient...

5.

Inny czas, inne miejsce, inne osoby - luźna atmosfera. W końcu pada pytanie podstawowe: jakie cementownie mają tak naprawdę równe cementy, wysokiej jakości, w stałej kolorystyce. Cena nieco mniej istotna. Wiadomo - czasami ważna jest jakość, a nie cena. Zdziwione spojrzenia - po czym opisy. Tutaj - sam wiesz, o to myśmy nie pytali, nie podejrzewali, zawsze patrzyliśmy na cenę i ową "mityczną" wytrzymałość, w tamtej cementowni - zależy jaką wezmą skałę. Wahania są duże, przy czym kolorystycznie - też znacznie. Ta jest równa, ale słaba, te nie mają własnego klinkieru, tylko kupują - albo poprzez koncern, w którym są, albo "na rynku", co też oznacza takie czy inne zawirowania, a tam no wiesz, od kiedy zmienił się technolog, to zmiany wprowadzają, a ta miałaby dojście do skały, tylko jest drogo, niewygodny transport to na razie temat upadł.

Pożegnanie, rozjazdy i długa chwila na zastanowienie i wnioski. Przecież tak naprawdę cementownie odpowiadają na zapotrzebowanie rynku, na którym to klient decyduje o zakupach, to dla niego wyznacznikiem jest nie to, by robota jaką zrobi wytrzymała lata, tylko by kosztowała jak najmniej. To klient kupując bruki chce zaoszczędzić w sumie niewielkie pieniądze kosztem iluzji, że "towar jest super". To klient, który wierzy, że ceny mogą co roku być niższe, promocje coraz większe, a towar jest światowej klasy.

Przeraża także coś innego - fakt, że wielu ludzi odpowiedzialnych za to, by uświadomić, ze ta droga tak naprawdę prowadzi donikąd, że pewnego pięknego dnia nastąpi przebudzenie, a ono będzie i brutalne i gwałtowne, także (a może zwłaszcza) finansowo. Oni stoją, patrzą i popychają ten pociąg dalej do przodu - klient chce, klient ma. Wszyscy przecież patrzą na parametr pod nazwą wytrzymałość, furda jakieś tam pola powierzchni czy miałkość, furda stałość pewnych parametrów, najważniejsze jest, by było tanie...

Spojrzenie za kulisy zawsze jest ekscytujące, bo zawsze pozwala zobaczyć coś, co nas zaskoczy. Najczęściej owo odkrycie dotyczy tego, że ten wielki tam daleko w reflektorach, oklaskiwany jest takim samym człowiekiem jak ja, że ma swoje problemy, że pije kawę z mlekiem, że boli go głowa, że lubi wino. Rzadziej - że ktoś traktuje to wszystko jak pracę: przyjść wykonać tak dobrze jak się da, iść do domu, do rodziny, zapomnieć. Najrzadziej, ale zwykle to wzbudza największe przerażenie, że to, co tylko było naszym podejrzeniem, że się "picuje" to czy tamto, jest najbardziej szczerą i najbardziej brutalną prawdą jaka jest, przy czym uchylenie rąbka wiedzy i podejrzeń wywołuje radosny uśmiech, klepnięcie w plecy i zaproszenie: patrz i podziwiaj...













© 2012-2017    bialycement.pl
Valid XHTML 1.0 StrictValid CSS 3